Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Zrozumiałem.
Gorzów Wielkopolski

Lubuskie warte zachodu
 
 
 
 
Logowanie
 
 
 

nie jesteś zarejestrowany?
wpisz proponowany login i hasło, a przejdziesz do dalszej części formularza..
Wywiady

Marcin i Michał Wójcik - ANI MRU MRU

Rozmowa z Marcinem i Michałem Wójcikiem z KABARETU ANI MRU MRU.

- Jak wrażenie po dzisiejszym występie w Gorzowie?
Marcin: W telegraficznym skrócie mogę powiedzieć, że bardzo dobre!
Michał: Ja w ogóle do połowy miałem wrażenie, a później już nic nie widziałem.
Marcin: - Do połowy wrażeń byliśmy pod wrażeniem (śmiech).

To już drugi występ tutaj
w przeciągu zaledwie roku. Możemy liczyć, że Ani Mru Mru raz w roku w gorzowskim amfiteatrze to już tradycja?

Marcin: Bardzo chętnie, bo nam tutaj gra się wyśmienicie - zarówno za pierwszym razem, jak i za drugim. Jednak chcielibyśmy przyjechać do Gorzowa, żeby zagrać swój spektakl całościowy, a nie w kabaretonie, kiedyś nawet graliśmy w teatrze, więc zobaczymy.

Wracając do historii, pamiętacie datę 1 grudnia 1999 roku?
Marcin: Ja pamiętam i to nawet dobrze, bo swojego debiutu nigdy się nie zapomina.

No właśnie, to data waszego pierwszego programu. Od tamtego momentu minęło sporo czasu, a wy na dobre zapisaliście się w kanonie polskiego kabaretu. Trudno było osiągnąć taki sukces?
Michał: Nie chcieliśmy żadnego sukcesu, to po prostu samo przyszło, a my chcieliśmy sprawdzać się w tym, co robimy.
Marcin: Chcieliśmy zarabiać mnóstwo pieniędzy (śmiech). A tak naprawdę chcieliśmy się tylko sprawdzić, a okazało się, że trafiamy w gusta i samo poszło.
Pewnie jest to intratne zajęcie, bo już 6 lat istniejecie...
Podobno tak (śmiech). Ja dalej nie wiem ile zarabiam. Kołek wie, Kołek dzieli kasę. Ja tylko wiem ile dostaję od Kołka.

Jak wcześnie zaczęła się wasza przygoda z kabaretem? Podstawówka, szkoła średnia...?
Po studiach już, bo właśnie sam pomysł zajęcia się kabaretem powstał na studiach. Jak skończyłem studiować, zacząłem się tym zajmować. Nie wiem czy to za późno czy za wcześnie. Zaczęliśmy się podobać ludziom, no i trzeba było wszystko rzucić i się zająć kabaretem.

Obecnie jak traktujecie kabaret: jako zajęcie, pracę, zawód?
Przede wszystkim jako pasję, a oprócz tego sposób na życie, wprawdzie nietypowy, ale zawsze jest.

Wówczas, kiedy stawialiście swoje pierwsze kroki, wzorowaliście się kiedyś na którymś z satyryków?
W kabarecie panuje jedna podstawowa zasada - tutaj nie można się na kimś wzorować.

W takim razie, macie własną hierarchię kabaretów czy satyryków, których cenicie najbardziej?
Zasadniczo cenimy każdego, kto zajmuje się kabaretem na wysokim poziomie. Z kolei najbardziej nas śmieszą "Kabaret Moralnego Niepokoju" i "Mumio".

Kto zazwyczaj wymyśla i pisze dialogi do skeczy?
Grażyna Tracz - ona to wszystko komponuje. Z jej inspiracji biorą się nasze scenki.

Macie może taką kolejną osobę, którą na wzór Małysza chcielibyście sparodiować?
Na razie nie i nie wiemy czy będziemy chcieli to robić, dlatego, że takie osoby jak Małysz bardzo rzadko się zdarzają. Można sparodiować posła Gruszkę czy innego parlamentarzystę...

To może właśnie któregoś z posłów warto by było parodiować?
My się polityki po pierwsze nie trzymamy, a po drugie są to osoby, które szybko odchodzą w niepamięć, to się dezaktualizuje. Są oczywiście takie ikony kultury powszechnie znane, autorytety czy ludzie nauki, które na trwałe wpisały się w obraz Polski, ale żeby ich parodiować czy naśladować są od tego parodyści. Maciej Stuhr jest świetny
w parodiowaniu czy Kryszak.

Jest jakiś temat, którym byście się na pewno nie zajęli?
Przede wszystkim to jest religia. To tylko się bierze z tego, że my wprawdzie potrafimy bardzo dobrze z tego żartować, nawet bardzo "hardcorowo", ale wychodzimy z takiego założenia, że na widowni siedzi tysiąc osób i jedna może się czuć urażona, to na pewno tego nie zrobimy.

Macie jakieś obawy dotyczące swojego zawodu, że kiedyś się skończą pomysły i na dobre się wypalicie?
Michał: Praktycznie każdego wieczoru tak jest.
Marcin: Ja codziennie rano jestem wypalony (śmiech).

Jesteście w tej chwili bardzo medialni. Jak chcielibyście się zabezpieczyć przed sytuacją, w której znaleźli się inni kabareciarze: OTTO, Marcin Daniec, a ostatnio Kabret Moralnego Niepokoju, czyli, że telewizyjna popularność ich wyeksploatowała do granic możliwości.
Przed tym tak naprawdę nigdy nie da się zabezpieczyć, nie mamy na to wpływu - to jest raz. Możemy zrobić szlaban dla telewizji i nie pozwolić nagrywać. Jednak kabaret, który nie istnieje w telewizji, nie istnieje w ogóle! Jest mnóstwo kabaretów w Polsce, nawet około 100 i to przeróżnych zawodowych, jak i amatorskich, które istnieją od 5-6 lat i tak naprawdę nikt o nich w Polsce nie słyszał, bo nie byli lansowani w żadnej telewizji. Natomiast z "Moralnym Niepokojem" się nie zgodzę, bo oni są tak młodym kabaretem, że jeszcze im to nie grozi. Z kolei problem kabaretu OTTO i Marcina Dańca polegał na tym, że w pewnym momencie przestali tworzyć i to jest tylko i wyłącznie to. Gdyby Marcin Daniec, co roku tworzył nowy godzinny program, to telewizja by to nagrywała, puszczała i ludzie by się cieszyli, a to, że on przestał, że odpuścił, taki jest efekt.

Wpadł wam w pamięć jakiś wyjątkowo udany występ bądź jakaś pamiętna gafa?
Marcin: Mi utkwił w pamięci występ na imprezie zamkniętej w Łodzi, gdzie graliśmy dla sześciuset nawalonych osób, z czego cztery były zainteresowane i usiadły na krzesłach przed sceną. Po czym jak zaczęliśmy grać, jedna z tych osób wstała i chciała się ze mną przywitać, ale, że nie zwracałem na nią uwagę, to mnie złapała za nogę i ściągała ze sceny.

                                                                                        (rozmawiał: Łukasz Chwiłka)


21-07-2005

/ pozostałe wywiady
Kalendarz imprez
Sfinansowano w ramach Kontraktu dla województwa lubuskiego na rok 2004

Copyright © 2004-2022. Designed by studioPLANET.pl. Hosting magar.pl