Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Zrozumiałem.
Gorzów Przystań

Lubuskie warte zachodu
 
 
 
 
Logowanie
 
 
 

nie jesteś zarejestrowany?
wpisz proponowany login i hasło, a przejdziesz do dalszej części formularza..
Wywiady

Joszko Broda - Najbardziej lubię grać z ojcem

1 lipca 2007 r. w ramach Urodzin Miasta w Gorzowie wystąpił Joszko Broda. 
O jego zespole "Dzieci z Brodą", planach na przyszłość i muzyce ludowej 
z artystą rozmawiał Wiesław Czesław.

Pytanie na rozgrzewkę. Czy jest Pan góralem?
Wydaje mi się, że w stu procentach tak.

Czy lubi Pan dzieci?
Mam pięciu synów, więc nie mam wyjścia, musze lubić dzieci.

Pański zespół nazywa się "Dzieci z Brodą"?
Dzieci to wymyśliły. Ja się nazywam Joszko Broda, dzieci pomyślały, że to fajna nazwa. 
A zespół dziecięcy dlatego, że sam jako mały chłopak się wychowałem w takim zespole. Jako dziecko jeździłem po świecie z moim tatą. Zacząłem to w wieku czterech lat, teraz mam 35, więc dość długo jeździłem. A potem postanowiłem, że sam założę taki zespół 
i będę robił, tak jak ojciec. Teraz ja tłukę się z dziećmi po świecie grając muzykę.

Czy czasami czuje się Pan dzieckiem?
Tak naprawdę to chyba zawsze. Są momenty, gdy czuje się bardziej dojrzały, bo mam pięciu synów i musze podejmować ważne decyzje w życiu, także jest to bardzo poważna sprawa, ale nabieranie odpowiedzialności nie jest jednak wcale takie łatwe. W jakimś stopniu jestem jednak nadal dzieckiem.

Obok Pana wiele jest instrumentów. Co to za instrumenty?
To są instrumenty pasterskie, można by powiedzieć karpackie, z gór. W czasie dzisiejszego występu połowy nie pokazałem, bo nie było warunków do tego, ale mam tego dużo, zbieram, kolekcjonuje, gram na nich. Mają bardzo piękne brzmienia. 

Jak rozpoczęłą się dokładnie działalność "Dzieci z Brodą"?
To głównie dzięki "Arce Noego", ponieważ ja brałem udział w powstawaniu "Arki" i robiliśmy teledyski, płyty itd. W momencie, kiedy mieliśmy z "Arką" taki sukces, można by powiedzieć duży, trzeba było robić piosenki do 'Ziarna" (program telewizyjny w TVP 1 - dop. aut.). Tych piosenek nie mógł już robić Robert (Friedrich - dop. aut.), bo miał tyle roboty z "Arką", że kaplica, nie mógł się wyrobić. W związku z tym poprosił mnie, z redakcją ziarnową, żebym zrobił jakieś piosenki z dziećmi z Lublina, bo gdy powstawała "Arka" to grałem z nimi różne kolędy oraz różne inne rzeczy. No i żeśmy zrobili jeden teledysk, drugi 
i płytę z kolędami. Wtedy nie było jakiejś specjalnej energii, aby robić zespół, ale to się tak spodobało, odpaliło tak dobrze, żeśmy potem zrobili całą płytę z tego. Robert nam pomagał w tej płycie i dzięki "Arce" ten zespół powstał. Potem już graliśmy sami. W tej chwili się spotykamy czasem, grając wspólnie koncerty. Zespół już funkcjonuje od paru lat na własną rękę i idziemy w stronę muzyki, mówiąc popularnie folkowej, czy też z zacięciem ludowym, bo ja nic innego grać nie umiem (śmiech). 

Ostatnia płyta była wydana trzy lata temu. Czy w najbliższym czasie możemy spodziewać się czegoś nowego? 
Problem z wydaniem kolejnej płyty jest taki, że mamy kupę pomysłów i moglibyśmy nagrywać od zaraz. Bo my pomysłów mamy dużo. Mam nadzieje, że w tym roku uda się coś wydać.

Występował Pan w wielu zespołach…
Całą moją pracę zawdzięczam spotkaniu Wojtka Ossowskiego (dziennikarz radiowej "Trójki" - dop. aut.), z którym spotkaliśmy się 15 lat temu. On miał taki pomysł, żeby mnie skontaktować z Wojtkiem Waglewskim i odkąd poznałem Wagla, to graliśmy z "Voo Voo" dwa lata, i tak zaczęła się moja cała droga. Dzięki poznaniu Pośpiechów, czyli braci Pośpieszalskich, zostałem wprowadzony w krąg muzyków, studiów nagrań. I stąd to się wszystko wzięło, potem ruszyło samo. Ja gram i grałem na ciekawych instrumentach  
i jakoś znalazło się miejsce dla mnie w muzyce. Ale to się nie wzięło znikąd. To dość długi proces i trzeba mieć trochę szczęścia. Ja to szczęście miałem, dzięki tym ludziom. Czasem gram z nimi i to jest fajna rzecz, bo to jest piękna muzyka i świetni muzycy. Ale najważniejsze jest to ze mogę robić cos swojego. Najważniejsze jednak dla mnie zawsze będzie granie z moim ojcem, który gra muzyke tzw. ludową. Gramy po góralsku i to jest coś, co gramy najlepiej. Nagraliśmy już trzy płyty i mam nadzieję, że będzie można je kiedyś kupić.

                                                                          (rozmawiał: Wiesław Czesław)

 



10-07-2007

/ pozostałe wywiady
Kalendarz imprez
Sfinansowano w ramach Kontraktu dla województwa lubuskiego na rok 2004

Copyright © 2004-2019. Designed by studioPLANET.pl. Hosting magar.pl