Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Zrozumiałem.
Gorzów Przystań

Lubuskie warte zachodu
 
 
 
 
Logowanie
 
 
 

nie jesteś zarejestrowany?
wpisz proponowany login i hasło, a przejdziesz do dalszej części formularza..
Zapowiedzi

"Wieczór grudniowy"

Grodzki Dom Kultury zaprasza 15 grudnia 2007 r. na "Wieczór grudniowy". 
W programie: godz. 18.00 - wernisaż wystawy jubileuszowej XX lat Studia Plastyki pracowni autorskiej Zbigniewa Siwka - Rysunek i malarstwo, cz. 2, godz. 18.30 - w ramach 16-lecia Teatru Kreatury z GDK: wieczór autorski Rafała Zięby oraz spektakl "Lotos sintetic" w wykonaniu Teatru "Art. 51" 
z Łodzi. Wstęp wolny. 

Studio Plastyki powołano jesienią 1986 r.,, w nieistniejącym już Wojewódzkim Domu Kultury w Gorzowie, jako pracownię edukacyjną składającą się z pracowni rysunku 
i pracowni malarstwa. Był to czas, kiedy w Gorzowie nie było instytucji prowadzącej naukę rysunku i malarstwa pozwalającej młodym mieszkańcom przygotować się do egzaminów na wyższe uczelnie czy dorosłym prowadzić własną działalność twórczą. Tradycją lat siedemdziesiątych było sprowadzanie do Gorzowa artystów z innych ośrodków polegającą na stwarzaniu im specjalnych warunków socjalnych i twórczych. Powstające Studio Plastyki stwarzało szansę większych możliwości uzyskania indeksów uczelni architektonicznych czy artystycznych przez młodych Gorzowian, co w przyszłości miało zaowocować rozszerzeniem środowiska twórców o rodowitych mieszkańców miasta.  

Powołując w 2000r Galerię "Azyl Art.", rozszerzono Studio Plastyki o stałą działalność ekspozycyjną. Obok działalności pracownianej w ramach Studia Plastyki prowadzono coroczne warsztaty malarskie w formie plenerów tygodniowych w Mrzeżynie, Witnicy, Ośnie Lubuskim, Drezdenku, Barlinku oraz jednodniowych w Kiełpinie, Santoku, Gliśnie, Kłodawie, Janczewie, Ulimiu a także na rozlewiskach Warty pod Gorzowem. Przez kilka lat Studio prowadziło uliczną galerię malarstwa, polegająca na organizowaniu wystaw środowiska miłośników sztuk plastycznych na placach i ulicach Gorzowa. Również przez kilka sezonów dydaktycznych Studio prowadziło pracownię rzeźby w gipsie i glinie. Oprócz zajęć praktycznych w pracowniach, Studio Plastyki prowadzi comiesięczne zajęcia teoretyczne w formie wykładów z zakresu sztuki i architektury. Wykładowcami są znani 
w środowisku specjaliści, artyści, wykładowcy akademiccy oraz architekci.


"Art. 51" działa
w Miejskim Ośrodku Kultury w Zgierzu. Grupa powstała w 2003 r. Skład osobowy to: Agata Drewnicz, Anka Perek
i Justyna Zielińska. "Podstawowym założeniem (tzw. programowym) jest robić teatr o tym, co jest dla nas ważne. Forma jest
o tyle istotna, o ile porusza naszą wyobraźnię do aktywniejszego działania. 
Forma służy nam zwykle jako kontrapunkt i ironiczny komentarz do treści, która pozostaje pierwszoplanowa, osobista. W warstwie treści przeżywamy swoistą terapię, w formie oddajemy nasze doświadczenie i przemyślenia pod uwagę widza. Nie jest naszym celem szantaż emocjonalny, czy epatowanie traumą. Chciałybyśmy, aby nasze prywatne "tragedie" były jedynie punktem wyjścia ku czemuś, co stanie się osobistym przeżyciem każdego 
z widzów." ("Art. 51")

Tytuł przedstawienia - "Lotos sintetic"
scenariusz - zespół
reżyseria - zespół
występują - Agata Drewnicz, Anka Perek, Justyna Zielińska
premiera - (a raczej pokaz pracy) - 05.12.2007
czas trwania przedstawienia - 35 min

"Lotos sintetic" to nasze widzenie świata. Świata, w którym fikcja i rzeczywistość łączą się w dziwacznie spójną całość. Powstaje zatem dylemat, gdzie szukać satysfakcji, by nie okazała się zwykłym oszustwem, mirażem. Niespełnienie w świeci syntetyki jest może mniej prawdziwe, ale na pewno nie mniej bolesne. 

Recenzje:

"(…) Zespół ze Zgierza przyzwyczaił widzów do udanych prób obnażania głupoty i fałszu. W nowoczesnej, migotliwej formie rozprawiał się m.in. z kultem ciała, stereotypami płciowymi, body artem czy powierzchownym zachłyśnięciem naukami Wschodu. Tytuł odsyła nie tylko do nazwy oleju silnikowego, ale i klasycznej pozycji jogi, którą aktorki 
z wysiłkiem próbują powtórzyć. Hymnem staje się wyśpiewany przez Annę Perek "Satisfaction" Rolling Stonesów, kultowy sprzeciw wobec konformizmu i konsumpcji, który w trakcie wykonywania także dziwnie się wyciera..." (Monika Wasilewska, "Gazeta Wyborcza" Łódź)

"Bezczelnie wchodzą i wychodzą z teatru. Ich znak rozpoznawalny to kwestionowanie formy i dalej… kwestionowanie siebie jako aktorek, jako kobiet, jednocześnie dziewczyny doskonale tą formą operują. Bezpardonowo tworzą sobie na naszych oczach rzeczywistość, w której potem starają się być sobą, wnoszą, wynoszą płachty, linoleum, ziemię. Tak jakby mówiły: tak funkcjonujemy w świecie, on nam daje rekwizyty, modele, oczekiwania, a my chcemy pokazać, jakie jesteśmy wobec tego, co jest. Ich wypowiedzi wzięte są w swego rodzaju bolesny nawias, który zazwyczaj jest jakimś gestem teatralnym, interpretującym rzeczywistość. Jeśli mówią, zaraz to kontrapunktują, innymi głosami, ale zawsze wracają do siebie. Są wobec siebie samych, i siebie nawzajem, bezwzględnie okrutne i bezwzględnie czułe (traktują ciało jak narzędzie, ale na scenie są piękne). Wyrażają się językiem, który doskonale rozumiem, gdzie intelekt jest w ryzach emocji, a nie odwrotnie (co wcale go nie osłabia), czyli mówią o sobie w świecie ostro, przenikliwie, dlatego że odczuwają go bardzo wyraziście. Dobrze, odważmy się to napisać - są kobietami i mówią o tym, co wynika  z ich bycia  w świecie. Cenię w nich to, że nie tyle są w opozycji (nie szukają wroga), ile po prostu pokazują siebie, swój punkt widzenia, mnożą komentarze (nigdy nie poprzestają na jednym). Dlatego nie feminizm przychodzi mi do głowy jako pierwsze skojarzenie. W końcu w każdym z nas, i w kobiecie, 
i w mężczyźnie, jest w środku coś małego, jasnego, ciepłego, dobrego czego nie da się wobec innych pokazać inaczej niż przez krzyk. Tak, tylko mężczyźni tak nie krzyczą."
(Anna Rogala, "ŁóPTAK", numer 2/4, 12 X 2007)

"Z początku wygląda to wszystko enigmatycznie: dziewczyna w sukni - ni to baletowej tancerki, ni to sukience komunijnej, w nienaturalnej (chciałoby się rzec "teatralnej") pozie siedzi na stole. Opodal dwie pozostałe postaci. Wyczekują na coś? Trudno powiedzieć. 
W końcu za moment wszystko się wyjaśni. Za moment jednakże okazuje się, że nie wyjaśnia się nic. Dziewczynka (tancerka?) spada kilkakrotnie ze swojego miejsca na kupę ziemi. Podnosi się, znowu spada… Biała sukienka traci swoją dziewiczość. Rychło orientuję się, iż Lotos sintetic zbiór etiud: dziewczynka-tancerka bawi się lalką Barbie. Jej mechanistyczna czułość, jaką widuje się u tzw. Dzieci specjalnej troski, z jaką później lalce obcina włosy nożyczkami, znajduje dopowiedzenie w tekście czytanym przez jedną 
z pozostałych dwu aktorek. Padają wyzwiska i poniżające opinie, przeplecione wyrazami współczucia i psychologicznymi diagnozami. Brudny, upokorzony bachor wchodzi w życie, w którym musi spełniać jakoś swoją rolę - a przynajmniej tego od niego oczekują. Rolę, 
z której będzie rozliczany na każdym kroku, i za żadne skarby świata żaden z tych kroków nie może być błędny.
Następna scena: dwie rozmarzone rozmawiają leżąc na trawie. Rozmawiają o śmierci. Bez napuszenia, poważnych min, bez cienia histerii. M.in. o tym, że kobieta w trumnie jest niezwykle sexy, bo bierze ją na raz sześciu facetów. Śmierć i pogrzeb - w ogóle cały motyw przejścia na drugą stronę zaczyna wyglądać farsowo. Nie ma w tym monty pythonowskich kpin z Ponurego Żniwiarza, nie ma w tym żadnego "tak jak u…". To autorski - i zarazem niezwykle osobisty - rozrachunek z eschatologicznym lękiem. Widownia raz po raz wybucha śmiechem, nie ma w nim jednak nutki rechotu. Kobieta w trumnie jest tu człowiekiem wrzuconym w absurdalną sytuację, jaką jest chwilowe zetknięcie świata żywych ze światem umarłych. Sposoby zachowania się żywych ukazane są jako groteskowe z punktu widzenia umarłych (żałobnicy w poczuciu winy wobec tych, którzy odchodzą), ale zarazem i zmarli, spoglądający na świat żywych, również wydają się śmieszni. Niespodziewanie uświadamiam sobie, że jest w tym coś heroicznego: oto obcuję z próbą oswojenia czegoś, co z gruntu jest nieoswajalne. Próbą porwania się na niemożliwe nie tylko w imieniu autorek tego spektaklu, ale poniekąd także i w imieniu moim, i wszystkich tych, którzy tu ze mną siedzą na widowni, śmiejąc się Śmierci prosto w oczy.
Tej samej operacji zostaje poddana kobieca seksualność w kolejnej etiudzie: śmieszność erotycznych fantazji nie odziera ich z intymności. Po prostu odwraca się perspektywa. To rodzaj podłoża (ziemia, linoleum, gres, terakota) decyduje o rodzaju fantazji, cechach wyobrażanego partnera, technikach zaspokojenia.
I z wolna okazuje się, że zbiór odległych od siebie etiud nie jest bynajmniej luźną kompozycją, agregatem zdarzeń, czy zapisem warsztatowych zabaw czynionych na próbach. To jest spójna opowieść o niespełnieniu, samotności - czyli, powiedzmy to szczerze - o tym, o czym traktuje większość offowych spektakli. Jednakże Teatr "Art.51" mówi całkiem inaczej. Prostymi środkami buduje niezwykle osobisty, i uniwersalny zarazem, przekaz. Aktorka, parodiując popkulturową rolę gwiazdy, śpiewa: "I can't get no satisfaction", sumując poprzedzające jej "występ" scenę na temat zbiorowego orgazmu jako formy medytacji w imię polepszenia świata. Bezpretensjonalny gest o kabaretowej proweniencji raptem więcej jest w stanie powiedzieć o jałowości wszystkich dotychczasowych prób przezwyciężenia metafizycznego impasu, w jaki zabrnęła współczesna kultura i namysł nad nią, niż wygadane, bebechowe monologi odegrane 
z grobową miną i skompilowane na tekstach wybitnych (a więc modnych) ponowożytnych filozofów.
Spektakl kończy się krzykiem. I komentarzem: "Ten krzyk można odebrać jako wyraz niezgody na rzeczywistość… Manifest… Zapewne feministyczny…" Ale i w tym momencie wyczuwa się ironię. I tę nieuchwytną lekkość heroizmu." (Rafał Zięba, "ŁóPTAK", 2/4, 
12 X 2007)
 
 
 

powołano jesienią 1986 r.,, w nieistniejącym już Wojewódzkim Domu Kultury w Gorzowie, jako pracownię edukacyjną składającą się z pracowni rysunku i pracowni malarstwa. Był to czas, kiedy w Gorzowie nie było instytucji prowadzącej naukę rysunku i malarstwa pozwalającej młodym mieszkańcom przygotować się do egzaminów na wyższe uczelnie czy dorosłym prowadzić własną działalność twórczą. Tradycją lat siedemdziesiątych było sprowadzanie do Gorzowa artystów z innych ośrodków polegającą na stwarzaniu im specjalnych warunków socjalnych i twórczych. Powstające Studio Plastyki stwarzało szansę większych możliwości uzyskania indeksów uczelni architektonicznych czy artystycznych przez młodych Gorzowian, co w przyszłości miało zaowocować rozszerzeniem środowiska twórców o rodowitych mieszkańców miasta.  Powołując w 2000r Galerię "Azyl Art.", rozszerzono Studio Plastyki o stałą działalność ekspozycyjną. Obok działalności pracownianej w ramach Studia Plastyki prowadzono coroczne warsztaty malarskie w formie plenerów tygodniowych w Mrzeżynie, Witnicy, Ośnie Lubuskim, Drezdenku, Barlinku oraz jednodniowych w Kiełpinie, Santoku, Gliśnie, Kłodawie, Janczewie, Ulimiu a także na rozlewiskach Warty pod Gorzowem. Przez kilka lat Studio prowadziło uliczną galerię malarstwa, polegająca na organizowaniu wystaw środowiska miłośników sztuk plastycznych na placach i ulicach Gorzowa. Również przez kilka sezonów dydaktycznych Studio prowadziło pracownię rzeźby w gipsie i glinie. Oprócz zajęć praktycznych w pracowniach, Studio Plastyki prowadzi comiesięczne zajęcia teoretyczne w formie wykładów z zakresu sztuki i architektury. Wykładowcami są znani w środowisku specjaliści, artyści, wykładowcy akademiccy oraz architekci. działa w Miejskim Ośrodku Kultury w Zgierzu. Grupa powstała w 2003 r. Skład osobowy to: Agata Drewnicz, Anka Perek i Justyna Zielińska. "Podstawowym założeniem (tzw. programowym) jest robić teatr o tym, co jest dla nas ważne. Forma jest o tyle istotna, o ile porusza naszą wyobraźnię do aktywniejszego działania. Forma służy nam zwykle jako kontrapunkt i ironiczny komentarz do treści, która pozostaje pierwszoplanowa, osobista. W warstwie treści przeżywamy swoistą terapię, w formie oddajemy nasze doświadczenie i przemyślenia pod uwagę widza. Nie jest naszym celem szantaż emocjonalny, czy epatowanie traumą. Chciałybyśmy, aby nasze prywatne "tragedie" były jedynie punktem wyjścia ku czemuś, co stanie się osobistym przeżyciem każdego z widzów." ("Art. 51")Tytuł przedstawienia - scenariusz - zespółreżyseria - zespółwystępują - Agata Drewnicz, Anka Perek, Justyna Zielińskapremiera - (a raczej pokaz pracy) - 05.12.2007czas trwania przedstawienia - 35 min"Lotos sintetic" to nasze widzenie świata. Świata, w którym fikcja i rzeczywistość łączą się w dziwacznie spójną całość. Powstaje zatem dylemat, gdzie szukać satysfakcji, by nie okazała się zwykłym oszustwem, mirażem. Niespełnienie w świeci syntetyki jest może mniej prawdziwe, ale na pewno nie mniej bolesne. "(…) Zespół ze Zgierza przyzwyczaił widzów do udanych prób obnażania głupoty i fałszu. W nowoczesnej, migotliwej formie rozprawiał się m.in. z kultem ciała, stereotypami płciowymi, body artem czy powierzchownym zachłyśnięciem naukami Wschodu. Tytuł odsyła nie tylko do nazwy oleju silnikowego, ale i klasycznej pozycji jogi, którą aktorki z wysiłkiem próbują powtórzyć. Hymnem staje się wyśpiewany przez Annę Perek "Satisfaction" Rolling Stonesów, kultowy sprzeciw wobec konformizmu i konsumpcji, który w trakcie wykonywania także dziwnie się wyciera..." (Monika Wasilewska, "Gazeta Wyborcza" Łódź)"Bezczelnie wchodzą i wychodzą z teatru. Ich znak rozpoznawalny to kwestionowanie formy i dalej… kwestionowanie siebie jako aktorek, jako kobiet, jednocześnie dziewczyny doskonale tą formą operują. Bezpardonowo tworzą sobie na naszych oczach rzeczywistość, w której potem starają się być sobą, wnoszą, wynoszą płachty, linoleum, ziemię. Tak jakby mówiły: tak funkcjonujemy w świecie, on nam daje rekwizyty, modele, oczekiwania, a my chcemy pokazać, jakie jesteśmy wobec tego, co jest. Ich wypowiedzi wzięte są w swego rodzaju bolesny nawias, który zazwyczaj jest jakimś gestem teatralnym, interpretującym rzeczywistość. Jeśli mówią, zaraz to kontrapunktują, innymi głosami, ale zawsze wracają do siebie. Są wobec siebie samych, i siebie nawzajem, bezwzględnie okrutne i bezwzględnie czułe (traktują ciało jak narzędzie, ale na scenie są piękne). Wyrażają się językiem, który doskonale rozumiem, gdzie intelekt jest w ryzach emocji, a nie odwrotnie (co wcale go nie osłabia), czyli mówią o sobie w świecie ostro, przenikliwie, dlatego że odczuwają go bardzo wyraziście. Dobrze, odważmy się to napisać - są kobietami i mówią o tym, co wynika  z ich bycia  w świecie. Cenię w nich to, że nie tyle są w opozycji (nie szukają wroga), ile po prostu pokazują siebie, swój punkt widzenia, mnożą komentarze (nigdy nie poprzestają na jednym). Dlatego nie feminizm przychodzi mi do głowy jako pierwsze skojarzenie. W końcu w każdym z nas, i w kobiecie, i w mężczyźnie, jest w środku coś małego, jasnego, ciepłego, dobrego czego nie da się wobec innych pokazać inaczej niż przez krzyk. Tak, tylko mężczyźni tak nie krzyczą."(Anna Rogala, "ŁóPTAK", numer 2/4, 12 X 2007)"Z początku wygląda to wszystko enigmatycznie: dziewczyna w sukni - ni to baletowej tancerki, ni to sukience komunijnej, w nienaturalnej (chciałoby się rzec "teatralnej") pozie siedzi na stole. Opodal dwie pozostałe postaci. Wyczekują na coś? Trudno powiedzieć. W końcu za moment wszystko się wyjaśni. Za moment jednakże okazuje się, że nie wyjaśnia się nic. Dziewczynka (tancerka?) spada kilkakrotnie ze swojego miejsca na kupę ziemi. Podnosi się, znowu spada… Biała sukienka traci swoją dziewiczość. Rychło orientuję się, iż Lotos sintetic zbiór etiud: dziewczynka-tancerka bawi się lalką Barbie. Jej mechanistyczna czułość, jaką widuje się u tzw. Dzieci specjalnej troski, z jaką później lalce obcina włosy nożyczkami, znajduje dopowiedzenie w tekście czytanym przez jedną z pozostałych dwu aktorek. Padają wyzwiska i poniżające opinie, przeplecione wyrazami współczucia i psychologicznymi diagnozami. Brudny, upokorzony bachor wchodzi w życie, w którym musi spełniać jakoś swoją rolę - a przynajmniej tego od niego oczekują. Rolę, z której będzie rozliczany na każdym kroku, i za żadne skarby świata żaden z tych kroków nie może być błędny.Następna scena: dwie rozmarzone rozmawiają leżąc na trawie. Rozmawiają o śmierci. Bez napuszenia, poważnych min, bez cienia histerii. M.in. o tym, że kobieta w trumnie jest niezwykle sexy, bo bierze ją na raz sześciu facetów. Śmierć i pogrzeb - w ogóle cały motyw przejścia na drugą stronę zaczyna wyglądać farsowo. Nie ma w tym monty pythonowskich kpin z Ponurego Żniwiarza, nie ma w tym żadnego "tak jak u…". To autorski - i zarazem niezwykle osobisty - rozrachunek z eschatologicznym lękiem. Widownia raz po raz wybucha śmiechem, nie ma w nim jednak nutki rechotu. Kobieta w trumnie jest tu człowiekiem wrzuconym w absurdalną sytuację, jaką jest chwilowe zetknięcie świata żywych ze światem umarłych. Sposoby zachowania się żywych ukazane są jako groteskowe z punktu widzenia umarłych (żałobnicy w poczuciu winy wobec tych, którzy odchodzą), ale zarazem i zmarli, spoglądający na świat żywych, również wydają się śmieszni. Niespodziewanie uświadamiam sobie, że jest w tym coś heroicznego: oto obcuję z próbą oswojenia czegoś, co z gruntu jest nieoswajalne. Próbą porwania się na niemożliwe nie tylko w imieniu autorek tego spektaklu, ale poniekąd także i w imieniu moim, i wszystkich tych, którzy tu ze mną siedzą na widowni, śmiejąc się Śmierci prosto w oczy.Tej samej operacji zostaje poddana kobieca seksualność w kolejnej etiudzie: śmieszność erotycznych fantazji nie odziera ich z intymności. Po prostu odwraca się perspektywa. To rodzaj podłoża (ziemia, linoleum, gres, terakota) decyduje o rodzaju fantazji, cechach wyobrażanego partnera, technikach zaspokojenia.I z wolna okazuje się, że zbiór odległych od siebie etiud nie jest bynajmniej luźną kompozycją, agregatem zdarzeń, czy zapisem warsztatowych zabaw czynionych na próbach. To jest spójna opowieść o niespełnieniu, samotności - czyli, powiedzmy to szczerze - o tym, o czym traktuje większość offowych spektakli. Jednakże Teatr "Art.51" mówi całkiem inaczej. Prostymi środkami buduje niezwykle osobisty, i uniwersalny zarazem, przekaz. Aktorka, parodiując popkulturową rolę gwiazdy, śpiewa: "I can't get no satisfaction", sumując poprzedzające jej "występ" scenę na temat zbiorowego orgazmu jako formy medytacji w imię polepszenia świata. Bezpretensjonalny gest o kabaretowej proweniencji raptem więcej jest w stanie powiedzieć o jałowości wszystkich dotychczasowych prób przezwyciężenia metafizycznego impasu, w jaki zabrnęła współczesna kultura i namysł nad nią, niż wygadane, bebechowe monologi odegrane z grobową miną i skompilowane na tekstach wybitnych (a więc modnych) ponowożytnych filozofów.Spektakl kończy się krzykiem. I komentarzem: "Ten krzyk można odebrać jako wyraz niezgody na rzeczywistość… Manifest… Zapewne feministyczny…" Ale i w tym momencie wyczuwa się ironię. I tę nieuchwytną lekkość heroizmu." (Rafał Zięba, "ŁóPTAK", 2/4, 12 X 2007)   

15-12-2007
/ zapowiedzi na ten miesiąc
 
Komentarze


brak komentarzy

zaloguj się aby móc komentować ten artykuł..

Kalendarz imprez
Sfinansowano w ramach Kontraktu dla województwa lubuskiego na rok 2004

Copyright © 2004-2019. Designed by studioPLANET.pl. Hosting magar.pl